środa, 2 października 2013

MIEJSCE 1 - Anita

od rozdziału 16 - części II
- Wszystko załatwione – oznajmił menadżer – jeszcze dzisiaj helikopter przetransportuje Laurę do tej prywatnej kliniki w górach, zagwarantowali nam prywatność i żadnego wycieku do mediów, ale na wszelki wypadek musimy jakoś odciągnąć uwagę od Harrego. Plan jest taki. Robimy zamieszanie wokół nowego związku.
- Jakiego związku? - zdziwił się blondyn.
- Cóż, Styles narobił wokół siebie już wystarczająco dużo zamieszania, dlatego musimy to trochę uciszyć inną sprawą, która do reszty zaabsorbuje i media, i fanki. Wiem, że to się może okazać dla was trudne, ale musiałem coś wykombinować. - tłumaczył się menadżer.
- Człowieku, przejdź w końcu do rzeczy! - Zayn powoli zaczynał się denerwować całą sytuacją.
- Musimy zrobić ustawkę. A z braku czasu to musi być paring któregoś z was z Emmily albo Kają.
- ŻE CO?! - praktycznie jednocześnie krzyknęłyśmy w stronę mężczyzny. W pomieszczeniu od razu zapanował harmider, każde z nas przekrzykiwało się nawzajem. Po chwili menadżer uciszył nas głośnym wrzaskiem.
- Mam świadomość, że będzie ciężko, ale to jedyne wyjście w tej sytuacji. - wyraźnie zmęczony już wszystkimi 'wybrykami' chłopców kontynuował swój wywód - Pozostaje pytanie, kogo złączymy w parę. Proszę, nie sprawiajcie kolejnych problemów. Już wystarczająco dużo się ostatnio wydarzyło. Trochę nagłośnimy ten nowy związek, poczekamy aż sprawa Harry'ego pójdzie w zapomnienie i dam wam święty spokój. O ile nie wykombinujecie czegoś nowego. - nieznacznie skrzywił się wypowiadając ostatnie zdanie.
Chcąc, nie chcąc, musieliśmy przyznać mu rację. Dużo się wydarzyło, a media aż huczą niezaspokojone wymówkami rzeczników prasowych zespołu. Chcą za wszelką cenę dowiedzieć się, co jest grane u piątki popularnych muzyków.
Zapadła cisza. Nie wiedzieliśmy właściwie, co powiedzieć. Oczywiste było, że przystaliśmy na warunki menadżera, ale jasnym był fakt, że żadne z nas nie chciało w takim udawanym związku być. Tym bardziej, że miał być on szczytowym wydarzeniem medialnym.
- Ja odpadam, dobrze wiesz, że jestem w trwałym związku już od dłuższego czasu i naprawdę mi zależy. Nie chcę tego zepsuć idiotyczną ustawką. - mruknął Liam. Menadżer pokiwał głową, przyjmując to do wiadomości. Wyglądał na naprawdę zaabsorbowanego sytuacją i poważnie zastanawiał się, kogo połączyć. W duchu modliłam się, żebym to nie była ja. Niby jakim cudem miałam wytrzymać kolejny taki przełom. I tak mam już wystarczający mętlik w głowie i nie mam zielonego pojęcia co się dzieje w moim życiu uczuciowym, a co dopiero, gdybym miała do tego dołożyć fałszywy związek z którymś z chłopaków. Za dużo tego jak dla mnie. No ale cóż, zawsze narzekałam, że moje życie jest nudne, a biorąc pod uwagę, że niedługo i tak pewnie umrę powinnam się cieszyć, że nie siedzę w swoim domu przed laptopem oglądając jakieś bzdurne seriale.
- Wydaje mi się, że najciekawszym połączeniem będzie Kaja z Louisem. Taka ckliwa historyjka, jak to dziewczyna z małego kraju, z małej miejscowości może być wielką miłością słynnego muzyka. - wybałuszyłam oczy na te słowa - I nie chcę słyszeć żadnych protestów. Zresztą Lou, i tak jesteś już od jakiegoś czasu wolny, a dziewczyny są przyzwyczajone do zajętego Louisa. Co prawda długo była to Eleanor, ale po tym waszym dramatycznym zerwaniu przyda się taka odmiana. Jutro obgadamy szczegóły. - kiwnął nam ręką na pożegnanie i wyszedł, pozostawiając nas w czystym szoku. Zapanowała całkowita cisza, żadne z nas nie umiało wykrztusić ani słowa. Wyczuwając napiętą atmosferę, wszyscy zaczęli ulatniać się z pomieszczenia jedno po drugim, aż w końcu zostałam sam na sam z Tomlinsonem. Chłopak odchrząknął niezręcznie, powodując, że skierowałam na niego swoje spojrzenie. Cóż, to na pewno była jedna z najniezręczniejszych chwil jakie mnie dotychczasowo spotkały.
- Ymm, więc... co o tym wszystkim myślisz? - zaczął niepewnie chłopak.
- Nie mam pojęcia Lou. Ja... muszę to wszystko po prostu przemyśleć. - odrzekłam i nie czekając na jego odpowiedź wybiegłam z pokoju, ruszając w kierunku schodów. Zatrzasnęłam za sobą drewniane drzwi 'mojej fortecy' i ciężko wzdychając opadłam na miękkie łóżko. Walnęłam pięścią w materac, wrzeszcząc w poduszę, która zatrzymała cały ten krzyk pełen rozpaczy tylko dla siebie, tamując dźwięk. Przewróciłam się na plecy i przymknęłam oczy, oddając się swoim rozmyślaniom. Czas na rozeznanie się w tej całej sytuacji, bo obecnie mam w głowie ogromny mętlik.
Jeden. Harry kocha Laurę, opiekuje się jej dzieckiem, a do mnie nie czuje nic więcej niż tylko tymczasowy pociąg. Za to ja sama gubię się w uczuciach do niego i właściwie nie wiem, jak to konkretnie określić. Ale jedno jest pewne. Mnie i Harry'ego nie będzie nic łączyć. Serce ukłuło mnie trochę na tą informację, ale odetchnęłam głęboko i postanowiłam iść dalej. Dwa. Niall. Hmm, to chyba jeszcze bardziej skomplikowane. Oszukał Harry'ego, żeby potem sam zagrać mojego bohatera. Zabawił się uczuciami i Harry'ego, i moimi. To na pewno nie jest w porządku. Wiem, że niby mu na mnie zależy, ale takich rzeczy się nie robi. Uwielbiam jego towarzystwo, ale nie sądzę, żeby mogłoby to być coś więcej niż przyjaźń. Będzie się musiał z tym pogodzić. Trzy. Louis i nasz pseudo związek. Jak menadżer to sobie wyobraża?! Że wyjdziemy na jakąś pseudo randkę i będziemy wyglądali na najbardziej zakochanych na świecie, podczas gdy właściwie nie bardzo się znamy? Przecież to absurdalne. Ale nie ma wyjścia. Cóż, darmowe lekcje aktorstwa. Cztery. Media krążące wokół całego One Direction. Wszystkie ploty jakie się pojawiają, zaczynają dotykać też mnie i Emmily. Teraz nie jesteśmy dla nich już tylko tymi szczęściarami, które wygrały konkurs. Teraz jesteśmy już potencjalnymi kandydatkami na żony, na to wychodzi. Ze wszystkiego robią aferę. A paparazzi już dają się we znaki. To co się będzie działo, jak zaczniemy im się z Louisem pokazywać? Zaczynam się bać. No i numer pięć, ostatni. Fanki chłopców. Już ostrzą sobie zęby na mnie i Emmily zatracając się w tych wszystkich plotkach o naszych szalonych przygodach z ich ukochanymi. W internecie można wyczytać coraz więcej hejtów na nas obydwie, a każde nasze słowo jest analizowane na milion sposobów i przekręcane oczywiście w taki sposób, żeby wyszło na to, że jesteśmy jakimiś popapranymi laleczkami barbie. Niezbyt miło. Tutaj tak samo jeszcze bardziej obawiam się ustawki z szatynem. Przecież jeśli te wszystkie zakochane w nim dziewczyny dowiedzą się, że Lou kogoś ma, rzucą się na mnie jak jakiś drapieżnik na świeże mięso. Wolę nie chcieć się o tym przekonać.
Trochę się uspokoiłam po ułożeniu wszystkiego w głowie, ale żeby jeszcze oczyścić się ze wszystkich myśli otworzyłam laptopa i zapisałam do pamiętnika dzisiejsze rozważania. Od razu zrobiło mi się jakoś lżej na sercu.
Resztę dnia przesiedziałam wciąż w swoim pokoju, wychodząc tylko raz na obiad, który upłynął nam wszystkim w dość niezręcznej atmosferze. Praktycznie nie rozmawialiśmy ze sobą nawzajem, ledwo od czasu do czasu ktoś mruknął coś w stylu: 'podasz mi ketchup?' i na tym konwersacja przy posiłku się kończyła. Po południu postanowiłam odetchnąć trochę świeżym powietrzem. Wrzuciłam do torby koc, gruby notatnik i parę długopisów, nałożyłam na nogi trampki i wyszłam z domu. Skierowałam się w prawą stronę, by po około 15 minutach znaleźć się w sporej wielkości parku. Ptaki cicho ćwierkały, słychać było też gwar dzieci bawiących się na placu zabaw i rozmowy ludzi spacerujących po wyznaczonych ścieżkach. Uśmiechnęłam się szeroko. Właśnie tego mi było trzeba. Rozłożyłam koc nieopodal placu dla dzieci, pod jednym z rozłożystych drzew. Położyłam się na brzuchu i podpierając na łokciach obserwowałam maluchy biegające radośnie po piasku, wspinające się na wysokie drabinki, śmiejące się wniebogłosy. Po chwili sięgnęłam ręką po zeszyt i długopis, by przelać na papier to, co właśnie kształtowało się w mojej głowie. W ten sposób powstało 16 stron mojej historii o zespole znanym wszem i wobec jako One Direction. Nie wiem dlaczego akurat w takich okolicznościach i dlaczego tutaj, ale natchnienie spłynęło na mnie akurat w taki sposób. Zaabsorbowana pisaniem nie zauważyłam niczyjej obecności, dopóki 'intruz' nie odchrząknął. Uniosłam głowę znad notatnika i zaskoczona ujrzałam nad sobą delikatnie uśmiechającego się Louisa. Zaskoczona podniosłam się, siadając po turecku, gdy gwiazdor tymczasem usiadł w wygodnej pozycji obok mnie. Spojrzałam na chłopaka, który o dziwo wyglądał na rozluźnionego i wyjątkowo przyjacielsko nastawionego.
- Więc jak poszły przemyślenia? - zagadnął swobodnym tonem, choć rozmowa zapowiadała się raczej na poważną.
- Sama nie wiem. - mruknęłam wymijająco - To wszystko jest tak cholernie skomplikowane. - skrzywiłam się do swoich własnych słów.
- Cóż, takie właśnie bywa życie, nic na to nie poradzimy. Pozostaje nam jedynie przyjąć, co los przyszykował.
- Ale dlaczego akurat nam przyszykował udawanie zakochanych, podczas gdy łączy nas nawet niezbyt silna znajomość?
- Nie mam pojęcia. Ale skoro to ma pomóc Harry'emu to naprawdę nie zamierzam się wykłócać. Jest dla mnie jak rodzony brat, zależy mi na nim. Wiele ostatnio przechodzi, a media wokół tego krążące wcale nie ułatwiają sprawy. Dobrze mu to zrobi, jeśli odwrócimy od niego uwagę, nie sądzisz?
- Wiem, ale mimo wszystko.. są inne sposoby.
- Pewnie, że są, ale ten management uznał za najłatwiejszy. Jestem aż taki odrażający, że zamierzasz dyskutować? - zażartował, wyszczerzając do mnie bialutkie zęby w szerokim uśmiechu, na co mimowolnie zachichotałam.
- Nie Lou, dobrze wiesz, że nie. - mruknęłam nieśmiało odwzajemniając uśmiech.
- To dobrze. Hmm, myślę, że to spotkanie może zostać uznane za nasza pierwszą medialną randkę. - zaśmiał się, wskazując mi głową, kryjącego się w pobliskich krzakach kolesia z ogromnym aparatem, który wyraźnie był nami zainteresowany.
- Czy oni naprawdę nigdy nie odpuszczają? - zadałam nurtujące mnie od dawna już pytanie.
- Uwierz, zastanawiam się nad tym od początku naszej kariery i jak na razie odpowiedź brzmi NIE. To już chyba ich codzienna rutyna. Z czasem i ty się przyzwyczaisz. Zwłaszcza, jak mamy wręcz im się naprzykrzać. - pokręcił głową z niesmakiem - Co tak właściwie pisałaś zanim przyszedłem? Zdawałaś się znajdować w innym świecie - zaciekawionym głosem zmienił temat na co uśmiechnęłam się szeroko.
- Cóż, powiedzmy, że mam już parę pierwszych stron książki o pewnym sławnym boysbandzie. - wytknęłam język
- Ej, my nie jesteśmy po prostu jakimś tam sławnym boysbandem, jeszcze nie zauważyłaś? - zrobił minę szczeniaczka, która w jego wydaniu wyglądała naprawdę komicznie, więc chcąc, nie chcąc, wybuchnęłam śmiechem.
- Haha, mniejsza z tym. Chyba pora się zbierać. - zauważyłam, szturchając go w ramię, aby się ruszył.
- No już, spokojnie. Przecież idę! - odpowiedział z pełnym rozbawienia wyrzutem.
- Jesteś porąbany. - pokręciłam jedynie głową z lekkim uśmiechem, na co Louis parsknął głośno, ale wyraz jego twarzy mówił, że czuł się raczej dumny, jakby otrzymał najwyższej klasy komplement. Ach, nigdy nie zrozumiem tego chłopaka.
Spakowałam do torby długopisy, zeszyt i parę luźnych kartek, które podczas pisania z niego wyrwałam, gdy szatyn w tym samym czasie zajął się składaniem koca, który po chwili również wylądował w mojej torbie. Następnie ruszyliśmy w stronę posiadłości chłopców spacerowym krokiem, kontynuując luźną pogawędkę.
Musiałam szczerze przyznać, że Louis okazał się bardzo sympatycznym partnerem do rozmowy, a dzisiaj, kiedy menadżer pojawił się w domu zespołu, żeby obgadać z nami sprawy związane z ustawką, oboje zostaliśmy wręcz wyściskani przez zachwyconego Rogera. Zdjęcia z naszego wczorajszego spotkania zdążyły już obiec świat, a na dowód uradowany mężczyzna pokazał nam parę popularnych serwisów plotkarskich. Cóż, praktycznie na każdej fotce, śmialiśmy się, lub uśmiechaliśmy. Na jednym wystawiałam do szatyna język, na innym jeszcze wyglądało jakbym trzymała go słodkim gestem za ramię, a na kolejnym Lou niczym prawdziwy dżentelmen pomagał mi wstać z koca. Podpisy i komentarze fotografii mówiły same za siebie.
"KOLEJNY ROMANS CZŁONKA ONE DIRECTION?"
"LOU ZNOWU ZAJĘTY?"
"LOUIS TOMLINSON LECZY RANY PO ROZSTANIU?"
"POZNAJCIE NOWĄ DZIEWCZYNĘ TOMLINSONA!"
"LOUIS TOMLINSON PRZYŁAPANY Z NOWĄ DZIEWCZYNĄ!"
Oboje zaśmialiśmy się na te nagłówki. To naprawdę było czysto koleżeńskie spotkanie i to nawet przypadkowo! Ale dla nas lepiej, media same robią z nas parę, podczas gdy my nawet nie zaczęliśmy tego związku grać. Menadżer pouczył nas, co do strategii na najbliższe dni. Mieliśmy cały czas trzymać ludzi w niepewności i dodawać sprawie rozpędu, aby wszyscy pochłonęli się nią całkowicie, zapominając o Harrym. Grzecznie więc postanowiliśmy wypełnić jego polecenie, robiąc sobie z tego jak na razie po prostu dobrą zabawę.
Po rozmowie z menadżerem wyruszyłam do swojego pokoju w celu zapisania trochę pamiętnika, jednak mój spokój jak zawsze, gdy się do tego zabierałam, został zakłócony. Niall otworzył drzwi po kilku swoich puknięciach i moim 'proszę', po czym wsunął się ostrożnie do mojego pokoju, zajmując miejsce na krańcu łóżka, gdzie siedziałam pisząc w grubym, czarnym zeszycie.
- Więc... Ty i Louis? - zapytał nieśmiało, na co westchnęłam głośno.
- Po pierwsze, dobrze wiesz, że to tylko ustawka. A po drugie, daj spokój. Przecież i tak nie moglibyśmy być razem. - uśmiechnęłam się przepraszająco, czochrając mu farbowane włosy. Blondyn pokiwał jedynie głową, zastanawiając się nad kolejnym doborem słów. W końcu wystawił do mnie dłoń, zadając jednowyrazowe pytanie:
- Przyjaciele?
- Przyjaciele. - potwierdziłam naprawdę zadowolona z faktu, jak to się potoczyło.
Porozmawialiśmy jeszcze moment, a potem oboje zeszliśmy na gotowy już obiad. Właściwie trafniejszym określeniem byłoby: ja zeszłam na gotowy już obiad, a Horan zbiegł po schodach z głośnym krzykiem dzikusa na ustach, rzucając się następnie na swój talerz, na co wszyscy obecni wybuchnęli śmiechem. Wszystko zaczynało wracać do normy. No, prawie.

ROZDZIAŁ 17

Wybuchnęłam głośnym śmiechem po przeczytaniu kolejnego artykułu. Ci wszyscy dziennikarze sami robią z nas szczęśliwą parkę, podczas gdy wszystko co robiliśmy mogło świadczyć raczej o tym, że jesteśmy po prostu przyjaciółmi, którzy spędzają razem dużo czasu. Żadnego pocałunku, nawet się nie przytulaliśmy, a w oczach ludzi byliśmy już idealną parą, która szykuje się na ślub i spodziewa się dziecka. Zaczynam się zastanawiać, czy ktoś w to naprawdę wierzy.
Po przejrzeniu paru kolejnych portali plotkarskich uruchomiłam twittera i sprawdziłam najnowsze wpisy, w których mnie oznaczono. Połowa to były spekulacje dotyczące mnie i Louisa, a kolejna połowa to już hejty od psychofanek, że mam nie ruszać ich ukochanego idola. Bywa, jak na razie mnie to nie rusza. Następnie przeszukałam profile znajomych sprawdzając, co nowego się pojawiło. Moją uwagę przykuł wpis Tomlinsona sprzed kilku minut.
'Let's just take it real slow, forget about the clock that's tickin.. :)'
Hmm, zabrzmiało tajemniczo, ale chyba wiem, co sama napiszę, żeby wszyscy zwariowali. SZYKUJCIE SIĘ.
Wystukałam na klawiaturze inną część tekstu tej samej piosenki chłopaków i z lekkim wahaniem, ale wcisnęłam w końcu TWEET. Po chwili w moich wpisach widniał już ten najnowszy:
'From the way that we touch, baby, to the way that you kiss on me x'
Tak jak się spodziewałam wśród Directionerek od razu zawrzało. Już od tygodnia wywoływaliśmy burzę dyskusji, wrzucając do sieci kilka wspólnych fotek, albo pisząc na swoich twitterach parę ciekawych wpisów. Oczywiście żadne z nas nie komentowało wydarzeń jednoznacznie, a cała rzesza fanek, jak i media wariowały. Ale ten wpis, to była już petarda. W końcu to ostatni dzień tego całego 'ukrywania'. Już dzisiaj mieliśmy zacząć pokazywać się w bardziej intymnych sytuacjach. Od tego czasu w planie będzie robienie tego regularnie. A jutro, kiedy my weźmiemy na siebie kompletnie całą uwagę, Harry wyjedzie na lotnisko i poleci do kliniki, w której leży Laura. Parę dni później cała reszta zespołu dostanie wolne i wszyscy wyjadą do rodzinnych domów, w tym fałszywy, podstawiony Harry, którego ukryjemy za okularami i znaną już fankom bluzą Styles'a. Ja mam pojechać z Louisem do jego rodziny i szczerze mówiąc zaczyna mnie to przerażać. Moje rozważania przerwało gwałtowne wtargnięcie do pokoju rozpędzonego gwiazdora, który rzucił się na łóżko, zgniatając mnie w niedźwiedzim uścisku i śmiejąc się wniebogłosy.
- To. Było. Nie-ziem-skie. - zaakcentował dokładnie każdą sylabę. Co jak co, ale Louis uwielbiał robić sobie żarty. I w ten sposób właśnie traktował naszą ustawkę, jako jeden ogromny kawał, który czynił mu wielką radochę. W końcu puścił mnie i usadowił się obok, dalej cicho chichotając. Pokręciłam głową i sama zaśmiałam się z jego reakcji.
- Ma się tą wyobraźnie. - wystawiłam do niego język, prostując się z dumą.
- Nie przeczę - odpowiedział mi tak samo wysuwając długi język spomiędzy równych zębów. Chcąc, nie chcąc nasunęło mi się na myśl, że ten język mógłby ciekawe rzeczy zdziałać, podczas francus... - Proponuję teraz jakąś pikantną wymianę tweetów, jesteś za? - przerywając moje nieczyste myśli, podskoczył uradowany na łóżku. Naprawdę zaczynam sądzić, że to dziecko uwięzione w ciele dwudziestojednolatka.
- Niech będzie, zaczynaj romantyku - zadrwiłam lekko z chłopaka.
- Szykuj się. - wyciągnął telefon i szybkimi ruchami palców wystukał wiadomość.
'@KajaMakowska ate my carrots. I WILL KILL YOU.'
Wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.
- Marchewki? Serio?! - ledwo łapiąc oddech wyrzuciłam Louisowi.
- Tak! Marchewki to najpyszniejsze warzywka na całym świecie, nie lekceważ ich. - zrobił poważną minę, na co znowu zaśmiałam się głośno.
- Okej, czekaj. - mruknęłam po chwili i wystukałam na klawiaturze odpowiedź.
'@Louis_Tomlinson I know you still love me xx And you can't kill me, I've got carrotpower right now! :D'
Do pokoju (znowu bez pukania!) wkroczył Harry, tuż przed spazmatycznym wybuchem śmiechu Louisa. Ja sama z trudem hamowałam się widząc jego reakcję, ale zachowałam resztki powagi i zwróciłam wzrok w stronę Loczka, który wyglądał na zdecydowanie zdezorientowanego całą sytuacją.
- Ymm, sorry, chyba wam w czymś przeszkodziłem. - wymamrotał lekko speszony, patrząc pytającym wzrokiem na szatyna i już chciał wycofać się z powrotem na korytarz, kiedy powstrzymałam go swoimi słowami.
- Nie, spokojnie, wchodź i gadaj mi tu o co chodzi - poklepałam miejsce obok siebie - i nie zwracaj na niego uwagi, ten typ już tak ma. - zachichotałam. Z Harrym byliśmy teraz w neutralnych stosunkach. Całą naszą przeszłość zostawiliśmy za sobą. On zajął się Laurą i Katie, odkładając w niepamięć nasze wcześniejsze wybryki, a ja skupiłam się na ustawce z Louisem, starając się wyzbyć wszelkich uczuć, co do Loczka, i zaczynałam już zauważać pierwsze efekty.
- Właściwie to chciałem Ci tylko powiedzieć, że możesz na mnie liczyć, jak będziesz potrzebowała wsparcia. Pomagasz mi bardzo z Katie i chciałbym się móc tak samo odwdzięczyć, chociażby jak będziesz mieć kłopoty z tym wariatem. - mruknął ciszej, głową wskazując mi szatyna zbierającego się z podłogi.
- Ej, nie jestem wariatem! - usłyszeliśmy z dołu oburzony krzyk, na co oboje pokręciliśmy głową , nabijając się z chłopaka.
- W każdym bądź razie, chyba jednak dobrze sobie radzisz - uśmiechnął się - Ale jakby coś było nie tak to wiesz gdzie mnie szukać - puścił do mnie oczko i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Louis ze sfochaną miną usiadł obok mnie.
- A tobie znowu o co chodzi? - dźgnęłam go w bok.
- Puścił do ciebie oczko, a ty nawet nie zareagowałaś. Nikt nie może puszczać oczka do mojej dziewczyny! - ogłosił tonem nieznoszącym sprzeciwu. Zrobiłam skruszoną minkę i pokornie spytałam:
- Co mam zrobić, abyś mi wybaczył, ukochany? - Lou udał przez chwilę, że głęboko się zastanawia wykonując z dziesięć min typowego myśliciela, a po chwili nachylił się w moją stronę i poklepał palcem wskazującym swój policzek, delikatnie się uśmiechając. Zachichotałam, po czym przysunęłam się i cmoknęłam go we wskazane miejsce, na co rozpromienił się jeszcze bardziej.
- No i to rozumiem. - powiedział wesołym głosem, uśmiechając się do mnie powalająco. Cóż, muszę przyznać, że zmiękły mi nogi. Nasz chwila została jednak przerwana, bo z dołu usłyszeliśmy wołanie na obiad.
Podczas posiłku nasunął się pomysł zrobienia twitcama, na co każdy z chłopców z radością przystał. My z Emmily zaoferowałyśmy, że zaopiekujemy się Katie, jeśli nie będzie jeszcze spała, a Harry z ochotą się na to zgodził.
Wieczorem wszyscy zasiedliśmy w salonie (Katie smacznie spała, więc nie było problemu) i ustawiliśmy laptopa z kamerką tak, żeby wszystkich było widać. Mieliśmy też parę tabletów, na których czytaliśmy pytania. Każde z nas dało na twitterze cynk, że robimy twitcama, po czym uruchomiliśmy sprzęt. Kiedy pojawił się komunikat, że jesteśmy live wszyscy krzyknęliśmy głośno 'HIIIII!' i zaczęliśmy odprawiać dzikie tańce radości, kiedy Lou krzyczał, że przez godzinę będziemy rozmawiać z fanami na żywo. Kolejno czytaliśmy pytania i odpowiadaliśmy na nie (głównie chłopcy). Celowo omijaliśmy wpisy dotyczące mnie i Lou, chociaż to takie własnie zapytania przeważały. W końcu Harry przeczytał: 'Czy Louis i Kaja ze sobą kręcą?', po czym uśmiechnął się złowieszczo, by po chwili szybko wrzasnąć: Taaaak, przyłapałem ich dzisiaj w takiej fajnej... Dalsze słowa Loczka nie docierały już do mikrofonu, bo jego usta zostały zasłonięte przez Tomlinsona, który szczerzył się do kamery zabawnie udając, że nic się nie dzieje. Nie sposób było się nie roześmiać. Chłopcy w końcu opanowali się i dołączyli znowu do nas. Styles puścił oczko do widzów i poruszał zabawnie brwiami wskazując mnie i Louisa, na co wywróciłam oczami. Uśmiechałam się jednak cały czas. W takim towarzystwie, w atmosferze pełnej żartów, naprawdę miło spędza się czas. Nic więc dziwnego, że poczułam się po prostu szczęśliwa.
Dochodził koniec twitcama i wszyscy byliśmy już trochę zmęczeni ciągłymi wygłupami. Zwłaszcza 'mój chłopak', którego głowa powoli coraz bardziej osuwała się na moje ramię. Zamknął oczy i wyglądał jakby spał. Podniosłam rękę i pogłaskałam do delikatnie po głowie, mierzwiąc jego miękkie kasztanowe włosy. Uniósł się lekko patrząc na mnie zamglonym wzrokiem i uśmiechnął się ciepło, na co serce mocniej mi zabiło. Na powrót oparł się o moje ramię tym razem chwytając moją lewą dłoń i bawiąc się jeszcze moimi palcami. Nie uszło to uwadze widzów, bo już po chwili na swoim tablecie spostrzegłam: 'AWWWWWWW *.*', 'SO CUUUUTE <3', 'THEY'RE SWEET TOGETHER', 'LOU IS SO SWEET', 'OMG, I WANNA BE KAJA RIGHT NOW' i wiele, wiele innych. Uniosłam rękę ponownie wplatając ją we włosy Tomlinsona. Powolnymi ruchami przeczesywałam je łagodnie, na co chłopak cicho zamruczał. Najwyraźniej sprawiało mu to przyjemność. W tamtej chwili przestałam właściwie zwracać uwagę na to, co się dzieje wokół nas. Byłam tylko ja i Louis. Jego ciepłe palce smyrające moją delikatną skórę dłoni. Moja ręka przesuwająca się po jego uroczej czuprynie. Jego ciche westchnienia zadowolenia. Tak jakby cały świat wokół nas zniknął. Było mi w tamtej chwili tak przyjemnie. Nie zdażyłam zarejestrować nawet, kiedy zaczęliśmy się żegnać z widzami. Automatycznie uniosłam rękę, machając, a fan marchewek podniósł głowę z mojego ramienia i również pożegnał się grzecznie. Od razu po zakończeniu chatu wszyscy zmyli się do swoich pokoi zmęczeni wygłupianiem się i odpowiadaniem wyczerpująco na zadane pytania. Szłam za Louisem korytarzem, aż dotarł do moich drzwi i zatrzymał się, po czym obrócił i obdarował mnie swoim najcudowniejszym uśmiechem. Odwzajemniłam gest, a chłopak pochylił się nade mną i cmoknął mnie w policzek. Czułam przy tym jego odurzające perfumy, od których aż zakręciło mi się w głowie. Wyszeptał mi jeszcze do ucha: dobranoc, które z dodatkiem jego uroczego akcentu zabrzmiało tak kusząco, że stałam tam dalej jak zaczarowana, gdy on odszedł już do swojego pokoju. Dopiero gdy zniknął mi z oczu byłam w stanie wyszeptać cichutkie: dobranoc i wciąż otumaniona jego głosem, zapachem oraz uśmiechem, powoli wsunęłam się do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Moja reakcja z pewnością nie wróżyła niczego dobrego.
Następnego dnia zgodnie z planem wyszliśmy na naszą 'randkę'. Przyznam szczerze, że stresowałam się. Bądź co bądź, mieliśmy teraz robić coś więcej niż tylko dobrze się bawić w swoim towarzystwie. Co jeśli będziemy się musieli pocałować? Jak ja na to zareaguję? Jak on na to zareaguje? Czy coś się zmieni w naszych relacjach, które teraz są naprawdę doskonałe i nie chcę ich zmieniać. Świetnie się czuję przy Tommo, dobrze się dogadujemy. Więc co będzie jeśli chociażby pocałunek to zepsuje? Nie chcę się przekonywać. Poza tym boję się, że naprawdę poczuję coś więcej, a szatyn dalej będzie traktował to jak największy żart.
Z takimi myślami w głowie nałożyłam na siebie pudrową falbaniastą spódniczkę, po czym zapięłam pasek podkreślając szczupłą talię. Byłam gotowa do wyjścia. Chwyciłam jeszcze torebkę i ruszyłam na dół. Louis czekał na mnie w salonie i kiedy usłyszał kroki na schodach, podniósł wzrok znad telefonu i szeroko uśmiechnął się na mój widok, co natychmiastowo odwzajemniłam. Wyglądał nieziemsko. Miał na sobie czarne rurki i tradycyjny biały t-shirt z dekoltem w serek opinający idealnie jego wyrzeźbiony tors. Na to narzucił szarą marynarkę i dobrał odpowiednie buty. Włosy zostawił w swoim naturalnym nieładzie, co dodawało mu jedynie punktów do seksownego wyglądu.
- Ślicznie wyglądasz. - skomplementował mój ubiór - Powinnaś częściej nosić spódnice - mruknął przejeżdżając ręką materiał falbanek - I szpilki. - uśmiechnął się radośnie i przyciągnął mnie do siebie, chowając mnie w bezpiecznym uścisku. Do moich nozdrzy znów dotarł jego zniewalający zapach.
- Uwielbiam twoje perfumy. - wypowiedziałam rozmarzona, dopiero po chwili orientując się, że nie rozbrzmiało to tylko w mojej głowie. Lou zaśmiał się uroczo:
- Miło to słyszeć. - mrugnął do mnie, na co bez wątpienia zarumieniłam się lekko - A ja ubóstwiam twoje rumieńce. - usłyszałam jego chichot, kiedy złapał mnie za podbródek, żebym się na niego spojrzała, po czym przesłał mi buziaka w powietrzu. - Chyba powinniśmy pożegnać się z Harrym. - zauważył i moment później w posiadłości rozległ się jego głośny krzyk, wołający imię Loczka. Nie czekaliśmy długo, aż Styles zjawił się na dole.
- Już się zbieracie? - spytał zaskoczony.
- Zgodnie z planem - odrzekł Lou - No, a teraz chodź tu do mnie, bo będę za tobą cholernie tęsknić, idioto! - żartobliwym tonem zadrwił z przyjaciela, po czym oboje zamarli w niedźwiedzim uścisku, klepiąc się nawzajem po plecach. Następnie Harry przesunął się w moją stronę rozwierając ramiona, na co wtuliłam się, obejmując go szczelnie i szeptając do niego, żeby dbał o siebie, o Laurę i o Katie. I żeby pamiętał się do nas czasem odezwać. A, i że będę za nim tęsknić. Gwiazdor cmoknął mnie w czubek głowy, mrucząc pod nosem, że przecież wie, że nie będziemy się mogli uwolnić od jego telefonów i że też będzie tęsknił, po czym odprowadził nas do przedpokoju. Lou pomógł mi nałożyć płaszczyk i opiekuńczym gestem owinął mnie miękkim beżowym szalikiem, uraczając mnie swoim delikatnym uśmiechem. Harry przypatrywał się nam z boku, mrucząc coś do siebie pod nosem. Jeszcze raz pożegnaliśmy się ze Stylesem, a następnie wyszliśmy z posiadłości, kierując się w stronę bramy. Już spod drzwi widzieliśmy kilku fotoreporterów, którzy jak hieny czatowali ostatnio w jeszcze większej ilości pod domem zespołu. Ożywili się natychmiastowo po ujrzeniu ludzi wychodzących z domu. Louis otworzył furtkę i puścił mnie przodem, chwilę potem jednak znalazł się znów przy moim boku, jedną ręką otaczając mnie w celu wsparcia, a drugą ściskając moją dłoń. Paparazzi od razu obskoczyli nas z każdej strony, a szatyn przycisnął mnie bliżej siebie, żeby mnie przed nimi osłonić. On był przyzwyczajony do podobnych zachowań, ale ja? To było dla mnie szokiem. Widziałam już, jak chłopcy byli stratowani przez fanki i dziennikarzy, ale nawet nie wyobrażałam sobie, że może to być aż tak frustrujące i męczące przeżycie. Schyliłam głowę w dół, zasłaniając twarz i dałam prowadzić się chłopakowi. Byłam pewna, że wie co robi. Wokół nas słychać było tylko błyski fleszy i przekrzykiwania ludzi, którzy pytali nas, czy jesteśmy razem, od jak dawna to trwa, jak Louis poradził sobie z zerwaniem z Eleanor, czy jestem w ciąży (SERIO?!) i wiele, wiele innych tego typu idiotycznych pytań, z których w zasadzie żadne nie miało związku z karierą muzyczną zespołu. Wszystkie odwoływały się do życia prywatnego.
Nie mam pojęcia, jak długo szliśmy, ale paparazzi nie odstąpili nas nawet na krok. Tomlinson rzucił im parę krótkich odpowiedzi, na co zdecydowanie się uspokoili. Chyba właśnie takimi zasadami rządził się showbiznes. 'Ty z nami rozmawiasz, my dajemy ci trochę swobody.' Po paru wymienionych zdaniach zrobiło się już prawie całkiem cicho. Zorientowali się, że jeśli będą się zachowywać spokojnie, to Louis udzieli im może paru gorących newsów. Zrobili nam trochę więcej miejsca, na co odetchnęłam z ulgą i odważyłam się delikatnie unieść głowę, napotykając przepraszający wzrok niebieskookiego. Naprawdę było mu przykro, że musiałam sobie z tym poradzić. Nachylił się i wyszeptał mi szybko do ucha:
- Zaraz będziemy na miejscu, przepraszam za to wszystko. - mówił to tak zbolałym tonem, jakby się o mnie troszczył. Coś wewnątrz mnie fiknęło koziołka, a umysł podsunął mi tylko: 'awww, jakie to słodkie'. Jednak powiedziałam, a właściwie wymamrotałam tylko:
- W porządku.
Oczywiście nie obyło się bez wzmożonego dźwięku pstrykających aparatów i oślepiających fleszy, podczas naszej krótkiej wymiany. Ujrzeliśmy już majaczący się przed nami duży budynek, a po minie mojego towarzysza stwierdziłam, że to cel naszej wędrówki. Po paru minutach dotarliśmy przed wejście, a ochroniarze zagrodzili drogę reporterom, uwalniając nas od nich. Gdy tylko znaleźliśmy się w środku, Lou zatrzymał mnie odwracając do siebie i opiekuńczo chwytając moją twarz w dłonie spytał przejętym tonem:
- Jak się czujesz? Wszystko okej? - zamrugałam kilkakrotnie zauroczona jego gestami, zanim zebrałam się w sobie i skleciłam jakąś kształtną odpowiedź.
- Tak, jest dobrze. Nie musisz się tak o mnie martwić, jakoś dam sobie radę. - wzruszyłam ramionami, posyłając mu lekki uśmiech.
- Muszę się martwić! - wyrzucił mi oburzony - Przecież pierwszy raz byłaś tak przez nich obstawiona, uwierz, jak z chłopakami zaczynaliśmy karierę te pierwsze dni, kiedy za nami latali były najgorszym przeżyciem z całej kariery. Nigdy tego nie zapomnę. Dlatego wiem, jakie to trudne. - wzdrygnął się - Naprawdę przepraszam. - nie mogłam już patrzeć na jego zasmuconą minę, dlatego ukłułam go palcem w brzuch i uśmiechając się szeroko powiedziałam jedynie:
- Po prostu miejmy to gdzieś i chodźmy się zabawić! - chłopak wyraźnie rozluźnił się na te słowa i odrzekł:
- Wedle życzenia. - po czym chwycił mnie za nogi, zarzucając sobie na ramię i przebiegł ze mną drogę do recepcji. Krzyczałam, żeby mnie postawił i uderzałam pięściami w jego plecy, ale na nic się to nie zdawało. W końcu zauważając paroosobową kolejkę, stanął na jej końcu, powoli stawiając mnie na ziemi, a kiedy zamachnęłam się, żeby uderzyć go w klatkę piersiową, chwycił mnie za ręce obracając tyłem do niego i przyciągnął mnie mocno do siebie. Westchnęłam jedynie, że moja zemsta nie zostanie zrealizowana, ale ramiona chłopaka zacieśniające się wokół mojej talii odgoniły jakiekolwiek myślenie. Nie zauważałam już nic oprócz rąk Tomlinsona teraz delikatnie przesuwających się po moim brzuchu i masujących moje boki. Po chwili położył mi głowę na ramieniu szczelnie się do mnie przytulając, na co serce mi mocniej zabiło i jestem pewna, że on również to słyszał. Poruszyliśmy się w kolejce do przodu, a kiedy stanęliśmy krok dalej, szatyn głębiej wtulił twarz w moją szyję, łaskocząc mnie nosem, na co zachichotałam cicho. Najwyraźniej spodobała mu się taka zabawa, bo zaczął sunąć nosem po skórze mojej twarzy i szyi, zahaczając praktycznie o każdy zakątek skóry, jakiego mógł dosięgnąć ze swojej pozycji. Mój oddech momentalnie przyspieszył na ten dość intymny gest. Na koniec Tommo pocałował mnie delikatnie w zarys szczęki, na co mruknęłam zadowolona, by po chwili usłyszeć jego radosny śmiech. Tak pięknie rozbrzmiewał w moich uszach jego dźwięczny chichot. Louis odsunął się lekko, bo dotarliśmy w końcu do recepcjonistki. Zaczął coś z nią ustalać, ale nie bardzo wiedziałam co, bo moją uwagę przykuło zamieszanie za oknem. Wewnątrz budynku kompletnie nic nie było słychać, ale widać przez ogromne, szklane szyby było doskonale. Wszyscy fotoreporterzy jacy z nami i szli, i zdaje się, że nawet kilku więcej, stłoczyło się przy przezroczystych ścianach budynku i cykało fotki albo kamerowało. Nas. Mnie i Louisa. Kiedy mnie przytulał, i kiedy pieścił swoim nosem moją wrażliwą skórę. Natychmiastowo się zaczerwieniłam, spuszczając zawstydzona głowę. Niby to właśnie tak miało być, ale nie podobało mi się na pewno, że tyle ludzi będzie świadkami takiej właściwie prywatnej w moim odczuciu chwili. Jednak w tym momencie zorientowałam się, że chłopak mógł robić to wszystko celowo, żeby pokazać się reporterom. A raczej na pewno robił to, żeby im nas pokazać. I poczułam się szczerze zawiedziona, a moje własne reakcje zaczynały mnie przerażać. Teraz postrzegałam Louisa już bardziej, jako chłopaka idealnego na materiał do zakochania, co zdecydowanie nie ułatwiało zadania niezakochiwania się w nim. Westchnęłam ciężko obserwując dalej sytuację za szybami. Nagle pojawiła się przede mną twarz zadowolonego szatyna, który widząc moje roztargnienie, spojrzał w tym samym kierunku i wypuszczając głośno powietrze, odwrócił się z powrotem w moją stronę.
- Kuźwa. Skoro już wyśledzili sobie punkt obserwacyjny, to może zróbmy jakieś przedstawienie, żeby Roger był zadowolony i do końca wieczoru będziemy mieli już spokojniej, co ty na to? - przeanalizowałam w głowie jego pytanie. Czy to znaczy, że nie widział ich wcześniej? Sama już się w tym gubię. W odpowiedzi po prostu pokiwałam głową. Jeśli on uważał za słuszne robienie tego teraz, to dlaczego miałabym się kłócić, to on wie najlepiej co i jak, już długo w tym siedzi. Lou powiedział coś do recepcjonistki, a ta przytaknęła grzecznie. Oddaliliśmy się od recepcji i dotarliśmy do paru foteli ustawionych w formie poczekalni do jakiegoś zapewne interesującego miejsca, udając że nie widzimy jak chmara dziennikarzy przesuwa się za oknami, by mieć na nas lepszy widok. Lou usiadł na fotelu i podsadził mnie, sadzając sobie na kolanach. Nieśmiało objęłam go za szyję, na co on mruknął tylko:
- Chodź bliżej. - jego przyciszony głos zabrzmiał tak ponętnie, że przez parę chwil miałam problemy z rozpoznaniem słów, jakie wypowiedział, ale kiedy tylko zdołałam je przyswoić, wykonałam polecenie, opierając głowę na jego ramieniu, właściwie się na niego kładąc. On przez chwilę bawił się moimi włosami, by moment później zjechać palcami na moje udo, kreśląc na nim wyimaginowane kształty. Potem powrócił dłonią, tym razem na moją twarz i obrócił ją w swoją stronę, na co zamarłam. Czy on ma zamiar mnie pocałować? W moim brzuchu rewolucje rozpoczęły się już wcześniej, ale dopiero teraz zaczęłam je odczuwać naprawdę mocno. Jakby prawdziwe stado motyli przelatywało tam w środku powodując uczucie przyjemnego napięcia i oczekiwania. Jednak szatyn nie nachylił się do pocałunku, co, ku mojemu przerażeniu, naprawdę mnie rozczarowało. Patrzył mi jednak długo w oczy nic nie robiąc. Jego niebieskie tęczówki przeszywały mnie na wskroś, a uczucie podniecenia jeszcze bardziej się we mnie rozlało. Nic nie poradzę na to, ze ma takie śliczne oczy. Tak zajmujące i hipnotyzujące. I jeszcze jakby.. czytające z ciebie wszystko, jak z otwartej księgi. Speszona i przestraszona, że coś z moich oczu wyczyta odwróciłam wzrok.
- Dlaczego nie chcesz na mnie spojrzeć? - zapytał, jak mi się zdawało urażonym głosem, ale zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć drzwi od sali nieopodal otworzyły się i wyszła z niej piątka nastolatków, zdecydowanie zadowolona z tego, co ich w środku spotkało. Tak więc nasz dwójka podniosła się z fotela i Lou, chwytając mnie za dłoń, zaprowadził do środka. Temat pozostał więc niedokończony, ale to pytanie zawisło między nami i czułam, że chłopak nie jest zbytnio zadowolony moim zachowaniem. Jednak wszystko to odeszło w zapomnienie, kiedy pracownik budynku zamknął za nami ciężkie dwuskrzydłowe drzwi i zasiadł w swojej kanciapie. Pomieszczenie w którym się znaleźliśmy było ogromne i kompletnie puste. Ściany miały granatowy kolor, tak samo jak podłoga i sufit. To było dość przytłaczające uczucie. Nie było tu żadnych okien, a tylko kilka nikłych lamp oświetlało nam z góry widok na pokój. Zadrżałam, kiedy niewielkie reflektory zaczęły powoli gasnąć, aż w końcu salę spowiła całkowita ciemność. Nie byłam nawet w stanie zobaczyć własnej dłoni, kiedy machałam sobie nią przed twarzą. Zdezorientowana obróciłam się, chcąc znaleźć mojego towarzysza, ale nie było to możliwe w zupełnym mroku. Zdecydowanie mi się to nie podobało.
- Lou? - wyszeptałam niepewnie, zaczynając się naprawdę bać. Nie przepadałam za ciemnymi miejscami, zwłaszcza, jeśli byłam w nich sama. Po chwili od tyłu oplotły mnie silne ramiona, na co zareagowałam cichym krzykiem, dopiero moment później orientując się, że to Louis. Oddychałam ciężko, a on uspokajającym tonem powiedział mi prosto do ucha:
- Spokojnie, to tylko ja. Jestem tu. - po czym relaksująco cmoknął mnie w policzek, odciągając tym samym moje myśli od miejsca, w którym byliśmy - Zaraz będzie tu jaśniej, zobaczysz spodoba ci się. - był wyjątkowo pewny swojego stwierdzenia, więc rozluźniłam się lekko. Skoro Tommo był tu ze mną, to na pewno nie musiałam się niczego bać. Ufałam mu i zdecydowanie dostarczał mi poczucia bezpieczeństwa. - Więc, boisz się ciemności? - wyrwał mnie z rozmyślań lekko rozbawionym głosem, za co zarobił sobie kuksańca w brzuch.
- To nie tak, ze się boję. Po prostu czuję się niepewnie, zwłaszcza jak zostawiłeś mnie tak samą. - wypomniałam mu z zarzutem.
- Przepraszam, chciałem się tylko przekonać, jak szybko za mną zatęsknisz. - zaśmiał się uroczo, a dźwięk ten rozniósł się echem po pomieszczeniu.
- Tak właściwie to gdzie my jesteśmy? - zdezorientowana ściągnęłam brwi.
- W idealnym miejscu na randkę, gdzie możesz się do mnie tulić na okrągło, a ja mogę mieć z tego jak największą radochę. Zresztą sama się przekonasz. - zarumieniłam się na jego słowa i w tym momencie doceniłam nikłą widoczność, bo muzyk nie był w stanie dojrzeć moich rumieńców. Światło zaczęło powoli się zapalać, w żółwim tempie, obejmując nas słabą poświatą jasności, by po chwili gwałtownie zgasnąć i rozbłysnąć znowu, lecz tym razem szybko i raptownie z przeróżnych stron pomieszczenia, przeróżnymi kolorami, których pasma zaczęły wirować nam przed oczami tworząc niesamowite, abstrakcyjne kształty, od których nie sposób było oderwać wzrok. Momentalnie rozpromieniłam się oglądając to zjawisko, a neonowe smugi światła dalej tańczyły wokół nas, doprowadzając oczy do prawdziwego obłędu. Nie sposób było zaprzeczyć stwierdzeniu, że wyglądało to zaskakująco pięknie. Zapierało dech w piersiach. Po chwili zaczęły delikatnie sypać się na nas jakieś miękkie kawałeczki bliżej niezidentyfikowanego obiektu. Coś jakby śnieg, ale nie rozpływający się pod wpływem ciepła ludzkiego ciała. Kręciły się wokół nas pokazując swoje przeróżne, błyszczące oblicza, mieniące się milionami odcieni. Westchnęłam cicho, wystawiając dłoń, by pochwycić parę z nich i przyglądając się im z ciekawością. Wtedy na ścianie przed nami światła zaczęły się kumulować, by stworzyć ciąg dużych niebieskich strzałek, wskazujących nam kierunek, pulsujących w oczekiwaniu aż ruszymy w tamtą stronę. Odwróciłam się w stronę szatyna, i pierwsze co przykuło moją uwagę, były jego świecące wręcz oczy, które odbijały strumienie światła i hipnotyzowały intensywnym niebieskim kolorem. Zatopiłam się w nich rozmarzona i przegryzłam wargę powstrzymując się od wypowiedzenia na głos, jak bardzo uwielbiam jego tęczówki. Lou przesunął rękę z mojej talii na dłoń i ściskając ja delikatnie, pociągnął mnie za sobą w odpowiednią stronę. W końcu dotarliśmy do wnęki w ścianie która okazała się przejściem do innego pomieszczenia. Moim oczom ukazała się kolorowa dżungla, natłok dużych drzew, kwiatów i zarośli, więc zaskoczona wyciągnęłam dłoń, by dotknąć znajdującego się w moim pobliżu krzewu, którego fragment rozbłysł intensywniejszym odcieniem, gdy tylko go dotknęłam. Od razu nastąpiło skojarzenie z lasem w filmie Avatar i uśmiechnęłam się szeroko. Uwielbiałam ten film. Ale skąd Louis o tym wiedział? Odwróciłam się, by go o to spytać, ale zauważyłam go już skaczącego ze śmiechem bo jednym z szerokich 'korzeni', więc równie radosna zsunęłam szpilki z nóg i ruszyłam za nim. Wkrótce moim oczom ukazały się też znajome mi dziwne kwiaty, które w filmie jeszcze przed dotknięciem znikały pod ziemią. Zaciekawiona wysunęłam dłoń, ale 'roślina' zanurkowała w podłożu, na co szczery szeroki uśmiech rozjaśnił moją twarz. Właśnie o to chodziło.
Biegaliśmy z Lou po tym wyimaginowanym lesie, oglądając jego kształt, a chyba najbardziej w mojej pamięci pozostała scena, kiedy dotarliśmy do Drzewa Dusz. Na myśl o intymnej scenie jaka w filmie rozegrała się tam między bohaterami zarumieniłam się znacząco, a w moim brzuchu ponownie motyle dały o sobie znać. Tam tez spędziliśmy chyba najwięcej czasu, bo rozmawialiśmy dużo, poznajac właściwie siebie nawzajem, a Tomlinson nie szczędził mi swojej bliskości, co powodowało we mnie szaleńczą radość, bo utwierdziłam się w przekonaniu, że nie udaje do końca przed kamerami, że tylko kiedy inni nas widzą, przytula mnie i dotyka. Robił to też poza błyskiem fleszy, co niezmiernie mnie cieszyło, ale szybko zostało ugaszone racjonalnym myśleniem, że Louis po prostu taki jest. cholernie otwarty i śmiały i że pewnie nie przeszkadzałoby mu taka bliskość z jakąkolwiek inną dziewczyną, a ja w żadnym stopniu nie jestem dla niego jakaś wyjątkowa. Odgoniłam jednak od siebie te pesymistyczne myśli i skupiłam się tylko na tym, co się miedzy nami w danej chwili działo. Kiedy więc opuściliśmy tą monumentalną salę byłam szczerze zmęczona całym wieczorem, ale jednocześnie tak bardzo radosna i pobudzona, ze byłabym w stanie jeszcze długo się tam bawić. Aż trudno mi uwierzyć, ze przesiedzieliśmy tam praktycznie 2,5 godziny, podczas gdy zleciało to tak szybko.
- I jak się podobało? - dumny najwyraźniej ze swojego oryginalnego pomysłu chłopak uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha.
- Nawet nie wiesz, jaką mi radość tym sprawiłeś! Ubóstwiam Avatara, skąd wiedziałeś!? Jesteś kochany! To chyba najlepsza randka na jakiej kiedykolwiek byłam! - wyrzuciłam z siebie natłok emocji, zarzucając mu ręce na szyję. Po chwili jednak opamiętałam się i odsunęłam zawstydzona, mamrotając jeszcze - A to dobry wynik, biorąc pod uwagę, ze nawet nie była prawdziwa. - skrzywiłam się lekko, ale porzuciłam ten temat i powróciłam do nurtującego mnie pytania. - Jakim cudem na to wpadłeś?!
- Mam swoje źródła. - puścił mi oczko. - Pewnie zgłodniałaś, mamy rezerwację w restauracji na górze. - poinformował prowadząc mnie do windy.
Moment potem siedzieliśmy już przy zarezerwowanym stoliku nieopodal ogromnej, szklanej ściany, która ukazywała zapierający dech w piersiach krajobraz nocnego Londynu i zajadaliśmy się smaczną kolacją, rozmawiając zacięcie o minionych wydarzeniach i opowiadając sobie o innych ciekawych randkach, na jakich kiedykolwiek byliśmy. Z tym, ze jego opowieści były znacznie dłuższe i ciekawsze, biorąc pod uwagę fakt, że on i jego nie znająca granic wyobraźnia te randki organizowali, a ja nie spotykałam się raczej ze zbytnio pomysłowymi partnerami.
Po zjedzeniu posiłku, Louis zaproponował, żebyśmy wyszli na szklany balkon, znajdujący się tuż obok restauracji. Było już po 22, więc na zewnątrz zaczynało robić się chłodno. Oparłam się przedramionami o barierkę, podziwiając cudowną panoramę nocnego Londynu. Tysiące jasnych świateł oświetlających miasto, ruchliwe wciąż ulice i wolno płynąca Tamiza zdecydowanie upajały spojrzenie swoim przyjemnym widokiem. Niebieskooki zarzucił mi na ramiona swoją marynarkę, po czym oparł się o poręcz, stając obok mnie i również utkwił spojrzenie w rozciągającym się przed nami obrazie. Staliśmy w ciszy, lecz nie byliśmy nią w żaden sposób skrępowani. Nie potrzebowaliśmy słów, żeby dobrze czuć się w swoim towarzystwie, a teraz, w chwili relaksu rozmowa była jeszcze bardziej zbędna. Nie umiałam powstrzymać się przed zerknięciem w stronę towarzysza. Tym razem jednak coś kazało mi znacznie dłużej i dokładniej go obserwować. Wpatrywałam się w niego urzeczona. Przyglądałam się rozwichrzonym przez zimny wiatr włosom, niektóre z przydługich kosmyków grzywki wpadały mu do oczu, więc co chwilę unosił rękę i odgarniał je niedbale z czoła. Przyglądałam się zabawnie zmarszczonemu nosowi, szczupłym policzkom, wyraźnie zarysowanej szczęce, by na końcu na dłużej zatrzymać wzrok na jego kształtnych malinowych wargach. Pierwszy raz aż tak dokładnie mu się przypatrywałam. Uśmiech na mojej twarzy poszerzył się znacznie. Teraz prawdziwie zauważyłam, że był praktycznie chodzącym ideałem. Wyglądał jak grecki bóg, a charakterem wcale tego nie psuł. Wręcz przeciwnie, miał wspaniałe poczucie humoru i ogromną wyobraźnię, którą z dnia na dzień podziwiałam coraz bardziej. Był bardzo opiekuńczy i troszczył się o wszystkich, w tym też o mnie, sprawiając, że czułam się z nim bezpiecznie. W tym momencie olśnienie spłynęło na mnie z jasnego nieba i wiedziałam już, że to się dzieje naprawdę. Zakochałam się w Louisie Tomlinsonie.

ROZDZIAŁ 18

Obudziłam się wyraźnie wyspana i pierwszym, co zobaczyłam w swojej głowie były wspomnienia z zeszłego wieczoru. Uśmiechnęłam się do nich rozmarzona, powracając do każdego kolejnego momentu. Po kilkunastominutowym pobycie na balkonie i podziwianiu widoków w przyjemnej ciszy, ruszyliśmy z powrotem na parter. Louis odebrał z szatni mój płaszczyk i przytrzymał mi go po dżentelmeńsku, po czym tym samym gestem co w domu, owinął moją szyję szalikiem. Następnie chwycił mnie za rękę i wyszliśmy z budynku pakując się w prawdziwe stado rozjuszonych fotografów, pragnących za wszelką cenę cyknąć nam dobre fotki. Z pomocą ochroniarzy przecisnęliśmy się do podstawionego dla nas samochodu i spokojnie dotarliśmy do posiadłości chłopców. Przed wejściem do domu i zaatakowaniem nas pytaniami i sprośnymi komentarzami przez resztę domowników, Lou zatrzymał mnie na chwilę.
- Wracając do twoich słów, nie uważałem tego za jakąś fałszywą randkę. Chcę, żebyś wiedziała, że naprawdę mi się podobało i postarałem się, żebyś dobrze sie bawiła, bo naprawdę mi na tym zależało. I szczerze mówiąc, cieszę się, że musieliśmy gdzieś razem wyjść, bo gdyby nie to, pewnie nie przeżyłbym takiego wspaniałego wieczoru. - uśmiechnął się nieśmiało.
- Ja.. dziękuję, Louis. Naprawdę dziękuję, też świetnie go spędziłam. Zresztą, chyba dałam ci to już do zrozumienia. - odpowiedziałam ze śmiechem i tym razem ja wykonałam pożegnalny gest, całując go w policzek. Otworzył przede mną drzwi i od razu zostaliśmy obstawieni chmarą zainteresowanych przyjaciół.
Wstałam z łóżka z doskonałym humorze, wykonałam poranne czynności i zbiegłam wesoło po schodach. Wkroczyłam do kuchni, miło witając wszystkich jedzących posiłek, na co Emmily pokręciła tylko głową ze śmiechem, być może orientując się, co było powodem mojego nastroju. Chwyciłam szklankę i sok pomarańczowy, lecz zanim odkręciłam zakrętkę, do kuchni pewnym krokiem wszedł uśmiechnięty Louis. Głośno przywitał się ze wszystkimi i przechodząc obok mnie nachylił się, cmokając mój policzek (co nie obeszło się bez sprośnych komentarzy) i zmysłowo mrucząc 'hej' na co odpowiedziałam mu uniesieniem kącików warg. Chwycił z półki szklankę i podstawił ją mi, żebym i jemu nalała soku. Następnie skierował się do lodówki i wyjął kilka jajek oraz masło. Potem chwycił patelnię i miskę. Zapalił kuchenkę i umieścił na niej patelnię z kawałkiem masła. Jajka wbił do miski i widelcem zbił je w jednolitą, żółtą masę. Przyprawił i wylał na rozgrzaną patelnię mieszając co chwilę drewnianą łyżką. Usiadłam na blacie obserwując jego poczynania i kątem oka zauważając, jak reszta odstawia naczynia do zmywarki i wychodzi z kuchni, zostawiając nas samych. Lou wyciągnął z szafki dwa talerze i położył obok kuchenki, by po chwili nałożyć na nie gotową jajecznicę. Ustawił talerze na stole i odwrócił się w moją stronę, podchodząc do mnie z uśmiechem. W moim podbrzuszu dało o sobie znać podniecenie spowodowane ruchem Lou, kiedy dłońmi przejechał po moich udach. Nagle pociągnął mnie za nogi przysuwając do siebie i oddalając się od blatu tak, że musiałam objąc go w pasie, aby nie wylądować na ziemi. Ręce zaplotłam mu na szyi, a on widocznie zadowolony usiadł na krześle, podczas gdy ja siedziałam na nim okrakiem.
- Wolę, kiedy jesteś tu, - poklepał dłońmi swoje kolana - a nie tam. - mruknął wskazując głową blat. Podniecenie wewnątrz mojego brzucha rosło z każdym słowem i przeniosłam wzrok na jego idealnie zarysowane wargi. Naprawdę miałam ochotę go pocałować, poczuć w końcu jego usta na swoich. Odgoniłam jednak od siebie tę myśl.
- Lou, skoro już przygotowałeś dla mnie śniadanie, pozwól mi je chociaż zjeść - wytknęłam mu język.
- Nakarmię cię. - stwierdził rzeczowo i całkiem poważnie. Zaśmiałam się, ale wzruszyłam ramionami i już po chwili chłopak karmił mnie kęs po kęsie niczym mama, kiedy miałam 3 latka.
Pełno było takich słodkich gestów między nami także i pięć dni później, kiedy to nadszedł dzień wyjazdu chłopaków do rodzinnych domów. Przez te kilka dób Louis cały czas traktował mnie w ten sposób, często mnie przytulał i całował w policzek, nosił mnie na rękach, dotykał. Mogłam już stwierdzić, że uzależniłam się całkowicie od jego towarzystwa i tych wszystkich słodkich gestów, a wszystko to utwierdzało mniie jedynie w przekonaniu, że się zakochałam. Byliśmy jeszcze na dwóch 'randkach', ale były to wyjścia w zasadzie całkowicie na pokaz. Menadżer ustalił nam tym razem, gdzie mamy iść i co mamy robić. Sam często dawał przeciek do mediów, gdzie jesteśmy, aby łatwiej nas wytropili. Tak więc wybieraliśmy się tylko w publiczne miejsca i było to dość męczące, zważywszy nie tylko na paparazzi nie dających nam spokoju, ale i na fanki, które obskakiwały nas często, dowiadując się z internetu, gdzie się znajdujemy. Na jednym z tych jawnych spotkań Louis mnie pocałował. Był to tylko szybki buziak, ale bądź co bądź w usta i moje serce mimowolnie oszalało, tak samo jak stado motyli trochę niżej. Oczywiście szatyn zrobił to tylko i wyłącznie na potrzeby naszej ustawki i ten fakt dostarczył mi mnóstwa osobistych rozmyślań i zmartwień na najbliższy czas. Powoli przestawałam już kontrolować swoje uczucia co do niego i bałam się, że z dnia na dzień mogę się po prostu wydać, a nie miałam pojęcia jak Tomlinson na to zareaguje. Tego obawiałam się najbardziej. Jego reakcji na moje przywiązanie względem niego. Nie chciałam go stracić.
W każdym bądź razie siedzieliśmy już w części pierwszej klasy samolotu do Doncaster. Lot był bardzo krótki i chwilę później byliśmy juz na lotnisku, gdzie powitała nas rzesza fanek One Direction. Tommo nie potrafił odmówić im zdjęć i autografów, tak więc ja z ochroniarzem, który został nam przydzielony, udałam się do podstawionego już auta, a Louis zajął się swoimi wielbicielkami. Musiałam przyznać szczerze, że zrobiłam się trochę zazdrosna widząc z oddali, jak parę z nich przytulał, czy całował w policzek.
Przesiedziałam jakieś 10 minut w samochodzie, słuchając nudnego radia, kiedy zaczęło mi się nudzić. Wyszłam na zewnątrz i oparłam się o bok pojazdu, czekając na gwiazdora. Mój spokój zakłóciły dwie, niewiele młodsze ode mnie dziewczyny, które podeszły do mnie i poprosiły o zdjęcie ze mną. Zaskoczona pokiwałam głową na znak, że się zgadzam, a nastolatki wręczyły ochroniarzowi aparat fotograficzny, by po chwili stanąć po moich obu stronach. Objęłam je ramionami i uśmiechnęłam sie do zdjęcia. Dziewczyny podziękowały mi wylewnie i dały ładny album z okładką wyklejoną ze zdjęć Louisa, w środku natomiast było mnóstwo zdjęć i samego zainteresowanego i wielu jego fanek, oraz opisy przygód z koncertów, a także parę listów, mówiących jak wiele Louis dla nich znaczy. Chcąc, nie chcąc wzruszyłam się szczerze widzac ich zaangażowanie i obiecałam, że złożę to na ręcę Tomlinsona osobiście, na co one ucieszyły się niezmiernie, prawie rozpłakując się nad moją pomocą. Chciały mnie już opuścić, twierdząc, że pewnie marnują już mój czas, ale zatrzymałam je, kiedy w mojej głowie zakiełkował pewien pomysł. Oddałam im album, który zrobiły dla szatyna, a kiedy zdzwione, chciały spytać dlaczego, rzuciłam tylko:
- Same mu go dacie. - na co mocno juz podekscytowane dziewczyny, zaczęły emocjonować się jeszcze bardziej.
- Naprawdę? Mówisz poważnie? O mój Boże, serio go poznamy! Jeju, cała się trzęsę! - zaśmiałam się, gdy zaczęły przekrzykiwania.
- Spokojnie, dziewczyny. Pewnie, że mówię poważnie. Musimy po prostu poczekać chwilę, aż skończy rozdawac autografy i robić zdjęcia. - dziewczyny uśmiechnęły się szeroko i zaczęły zasypywać mnie pytaniami.
- Co zrobiłaś, zeby wygrać ten konkurs? Tez wysłałam pracę, ale nie mam zacięcia do pisania. - wydawała sie naprawde zaciekawiona tematem.
- Napisałam opowiadanie, które oparte było po części na faktach. Może było trochę wzruszające i ludzie mogliby powiedzieć, że ckliwe, ale naprawdę widziałam w swoim zyciu osoby, które to przeżywały i po prostu pisałam to, co jako dość spotrzegawczy człowiek widziałam. Byłam szczera w pisaniu tamtej pracy i tak samo szczera jestem, pisząc książkę o chłopakach. Szczera, może nawet do bólu. Mam nadzieję, że mnie za to nie wyrzucą. - zaśmiałam sie szczerze, a towarzyszki mi zawtórowały.
- Dobrze to słyszeć, fajnie gdybyś wygrała, bo każda szczerość jest lepsza od jakiegoś wciskanego kitu. Tego właśnie chcemy, poznać ich, jacy sa naprawdę, na co dzień. - westchnęła rozmarzona jedna z nich, podczas gdy druga gorliwie przytaknęła. - A tak poza tematem, będziesz bardzo zła, jak spytamy, czy coś łączy Ciebie i Lou? Umieram z ciekawości, a nikt nic nie mówi! - zawahała się, ale w końcu wypowiedziała nurtujące ją pytanie. Chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią. Roger nic nie mówił o fankach wypytujących MNIE.
- Właściwie to.. - zaczęłam niepewnie. - my..
- Co jest, kochanie? - z opresji wybawił mnie donośny głos Tomlinsona, który pojawił się przy moim boku i cmoknął mnie w policzek. Zerknął na stojące przede mną fanki, które teraz prawie mdlały na widok swojego idola. Blondynka wachlowała się zaciekle, wycierając załzawione oczy, a towarzycząca jej brunetka oddychała ciężko i była bliska histerii. Lou spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, a ja wyjaśniłam mu sytuację.
- Dziewczyny przyszły, żeby zrobić sobie ze mną zdjęcie, trochę pogadałyśmy i postanowiłam, że fajnie byloby gdybym je z tobą poznała nie sądzisz? - usmiechnęłam się do nastolatek, które powoli uspokajały się i zaczeły myśleć racjonalnie. Wręczyły mu album, mówiąc co chwilę jak bardzo go kochają i jak wiele dla nich znaczy. Zdusiłam w sobie poczucie zazdrości, kiedy odpowiedział, że on też je kocha i obie przytulił opatulając szczelnie silnymi ramionami. Kiedy poprosiły o zdjęcie wysunęłam rękę po aparat, ale Louis przygarnął mnie do siebie.
- Nie wygłupiaj się, skarbie. Ty też musisz się pokazać na zdjęciu. - czułym gestem pomasował mnie po biodrze i gdy próbowałam protestować przytrzymał mnie mocniej przy sobie. Ochroniarz zrobił nam zdjęcia, a Louis postanowił już, że będziemy się zbierać i przeprosił dziewczyny, twierdząc, że spieszymy się do jego rodziny. One przytaknęły i wtuliły się w Tommo na pożegnanie, po czym - co zdecydowanie mnie zaskoczyło - przytuliły i mnie, dziękując kilkakrotnie. Szatyn przytrzymał mi drzwi samochodu i oboje wsiedliśmy do środka, chwilę potem odjeżdżając.
- Dlaczego właściwie to zrobiłaś? - spytał zaciekawiony.
- Po prostu były miłe i pomyślałam, że skoro już mam okazję, to mogę spełnić ich marzenie. Nie powinnam? - ściągnęłam brwi zdziwiona.
- Nie, skądże. Bardzo dobrze zrobiłaś, ale najzwyczajniej trochę mnie tym zaskoczyłaś. Cieszę się. - rozpromienił się, sięgając po moją dłoń i zaczął bawić się moimi palcami.
- Więc, co twoja rodzina właściwie wie o mnie? O nas? - zadałam nurtujące mnie od jakiegoś czasu pytanie.
- Tylko to, co usłyszeli w telewizji. Powiedziałem, że opowiem im wszystko w domu. - odpowiedział.
- Czyli co im opowiesz? - zaczynałam głupieć. Powie im, że tylko udajemy, czy coś innego.
- Ja.. - zawachał się - po prostu zostaw to mnie i bądź sobą, bo taką na pewno cię bardzo polubią. - mruknął cicho, zamyślając się nad czymś.
W końcu dojechaliśmy do celu. Chłopak pomógł mi wysiąść z samochodu, po czym podeszliśmy do drzwi. Mój towarzysz przycisnął dzwonek, a po chwili oczekiwania drzwi się otworzyły. Moim oczom ukazała się szczupła blondynka o ogromnych, niebieskich oczach. Najwyraźniej te oczy są u nich rodzinne. Dziewczyna była naprawdę śliczna, miała na sobie rurki i obcisły top, więc ubranie to idealnie podkreślało jej świetną figurę. Stawiałam, że to najstarsza z sióstr Tommo, które poznam, piętnastoletnia Charlotte. Już po chwili utwierdziłam się w tym przekonaniu, kiedy nastolatka uwiesiła się na szyi Louisa, wrzeszcząc jego imię i ściskając go z całej siły.
- Tak się stęskniłam! - wykrzyczała głośno, rozpromieniona ze spotkania z bratem.
- Ja też Lottie, ale jeśli tak dalej pójdzie to mnie udusisz. - parsknął śmiechem szatyn, na co urażona zabawnie siostra odsunęła się od niego. - Poznaj moją najlepszą przyjaciółkę, Kaję. - przedstawił nas, a Lottie również mnie objęła w geście powitania.
- Po prostu przyznaj, że to Twoja dziewczyna. Te wszystkie twoje faneczki w mojej szkole na okrąglo suszą mi głowę o to, czy naprawdę jesteście razem. Zaczynam mieć tego dosyć. - usłyszałam głos zza mojego ramienia. Charlotte wprowadziła nas do mieszkania, a w korytarzu pojawiły się już kolejne członkinie rodziny, na czele z dziewięcioletnimi bliźniaczkami, które rzuciły się na chłopaka obejmując go szczelnie, na co przykucnął, by łatwiej było im to zrobić. Po chwili i jego mama dorwała się do Lou, zacieśniając uścisk wokół syna ze łzami w oczach. Sama wzruszyłam się, widząc ten obrazek i poczułam się trochę zbędna w tej całej sytuacji. Po cholerę on mnie tu przywiózł!? Kiedy mama wypuściła go ze swoich objęć, niebieskooki przedstawił mnie wszystkim i również zostałam wyściskana przez obecne. No to już wiem, dlaczego Lou tak bardzo lubi sie tulić.
- A gdzie Fizzy? - zapytał.
- Wyszła gdzieś z koleżankami, wiesz, jak to jest w tym wieku. - machnęła ręką mama chłopaka. - No już, zanieście sobie te wszystkie rzeczy na górę i wracajcie tu do nas opowiadać, co tam słychać. - klasnęła energicznie w dłonie i robiąc nam przejście udała się do kuchni, zabierając ze sobą bliźniaczki.
- Tylko powstrzymajcie się na razie od obściskiwania, w tym domu jest wystarczająco dużo osób, które mogą was nakryć. - poruszała zabawnie brwiami najstarsza siostra i szybko uciekła przed chcącym ją złapać Louisem do salonu.
- Przyrzekam, że kiedyś cię zabiję, Lottie! - wykrzyczał do niej szatyn i zaśmiał się uroczo. - Jak dobrze być w domu. - wypowiedział, jakby sam do siebie i chwycił walizki, po czym przepuścił mnie na schody. - Drugie drzwi po prawej. - mruknął, kiedy wchodziliśmy na piętro. Udałam się we wskazanym kierunku i pchnęłam brązowe drzwi. Moim oczom ukazał się niewielki, przytulny pokój typowego nastolatka. Zielone ściany były obklejone plakatami piłkarzy, a łóżko zaścielone było pościelą w piłkarski wzór. Wygląda na to, że chłopak był prawdziwym fanatykiem tego sportu. Dojrzałam jeszcze pufę, wyglądająca jak piłka i kilka naklejek doczepionych do szafy. - Właściwie nic tu nie zmieniałem, od kiedy skończyłem dziesięć lat - wymruczał, drapiąc się po karku - ale chyba nie jest aż tak źle? - zapytał.
- Pewnie, że nie. Jest bardzo przytulnie. - obdarzyłam go nieśmiałym uśmiechem - Naprawdę uwielbiałeś piłkę nożną. - stwierdziłam, wytykając mu język.
- Stare, dobre czasy. - westchnął głośno - ale teraz też lubię sobie trochę pokopać, nawet całkiem nieźle mi idzie. - zauważył z dumą - Pokażę Ci kiedyś. - uśmiechnął się - A teraz chodźmy już na dół zanim zaczną się niecierpliwić.
Zeszliśmy na dół i wszyscy zasiedliśmy w kuchni (mama Lou musiała pilnować obiadu, a nie mogła przecież niczego z opowieści chłopaka przegapić). Dziewczyny wypytywały go dosłownie o wszystko, pojawiła się też i Felicite, która dołączyła radośnie do rozmowy, po przywitaniu brata i zapoznaniu się ze mną. Cała rodzina składała się z przemiłych kobiet, ale dalej nie czułam się zbyt komfortowo w ich towarzystwie. Bałam się, że wyrobią sobie o mnie złe zdanie, a na ich zdaniu, jako rodziny Louisa, naprawdę mi zależało. Rzadko kiedy więc się odzywałam, a jeśli już to niezbyt długo się rozgadywałam, odpowiadając na zadane przez Lottie pytania. Ona była w zasadzie bardzo odważną i pozytywnie nastawioną do świata osobą i łątwo mozna było stwierdzić, że jest wyjątkowo otwarta na nowe znajomości i swoją gadatliwością szybko zjednuje sobie ludzi. W tym również i mnie. Była rozgadana i w tym wszystkim wydawała mi się wyjątkowo dojrzała jak na swój wiek. Po długim przesłuchaniu rodziny, wszyscy usiedli do obiadu, rozkoszując się dobrą kuchnią najstarszej kobiety w domu. Zaoferowałam, że pozmywam naczynia, ale spotkałam się z protestem, jednak uparłam się stanowczo przy swoim, a Lottie z radością oznajmiła wszystkim, że poszli sobie gadać do salonu, kiedy MY będziemy sprzątać.
- To jak, co jest między tobą a moim bratem? - spytała prosto z mostu od razu po wyjściu reszty rodziny. Oparła się biodrem o blat, trzymając w ręku ścierkę, która wycierała umyte naczynia, które jej podawałam.
- Ja... sama nie wiem, to naprawdę skomplikowane. - skrzywiłam się lekko, szorując kolejny talerz.
- Och, no błagam! Coś jednak musi między wami być, przecież widzę, jak on na ciebie patrzy. Nawet, jak jeszcze nie jesteście razem, to za niedługo będziecie, obiecuję ci to. Po prostu przyznaj, że ci się podoba. No wiesz, że chcesz czegoś więcej. - zakręciła mi wodę w kranie i patrzyła na mnie znacząco. - Zaufaj mi, jestem pewna, że on coś do ciebie czuje, a Louis zazwyczaj jest otwarty w tych kwestiach. Jeśli jeszcze do tej pory nie dał ci tego do zrozumienia to musi znaczyć tylko, że naprawdę mu zależy i nie jest pewien, jak zareagujesz. A skoro on też ci się podoba, to po co trzymać to wszystko w niepewności? Słuchaj, chcę, żeby był po prostu szczęśliwy i wiem, że ty mu to szczęście zapewnisz. Ciężko mu było po rozstaniu z El. Tak właściwie to sama dalej nie wiem, co się między nimi stało. Chyba nikt nie wie, bo Louis nigdy nie chciał z nikim o tym rozmawiać. Dawno nie był taki rozpromieniony. Po prostu nie chcę, żebyście zepsuli to przez swoją wzajemną niepewność, okej? Jemu do rozsądku nie przemówię, bo to cholernie uparty osioł i do tego facet, który nie do końca zrozumie co mam na myśli, dlatego zwracam się do ciebie. Nie miej mi za złe, że się wtrącam. - uśmiechnęła się nieśmiało, kończąc swoj długi wywód. Zaskoczyła mnie tą wypowiedzią do sedna. Jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że jest bardzo dojrzała, jak na swoje piętnaście lat. Myłam naczynia, zastanawiając się nad sensem jej słów i zaczęłam dochodzić do wniosku, że prędzej czy później i tak wypadałoby poinformować chłopaka o moich uczuciach. Kiedyś trzeba zaryzykować, a moje kiedyś nastąpiło właśnie teraz.
Wieczorem Louis wziął mnie na spacer po mieście. Sam chciał trochę powspominać, a mnie zaznajomić z jego miejscem zamieszkania i różnymi ciekawymi historiami, związanymi z dzieciństwem. Najciekawszym obiektem zwiedzania okazał się miejscowy stadion, na którym Louis grywał swoje mecze. Śmiałam się głośno, kiedy opowiadał mi swoje pierwsze wyczyny na boisku. Odwiedziliśmy też przytulną kawiarenkę na rogu ulicy, którą Lou nazwał swoim najukochańszym miejscem na relaks. Rzeczywiście, w środku był mały ruch, było ciepło i ślicznie pachniało, a starsza pani za ladą była wyjątkowo miłą kobietą. Wypiliśmy tam kawę, kontynuując ciekawą rozmowę.
Drogę powrotną wybraliśmy przez park i powoli spacerując rozkoszowaliśmy się całkiem ładną pogodą. Stanęliśmy na chwilę, obserwując ptaki i, po raz pierwszy dzisiaj, zapadła między nami cisza. Nie była w żaden sposób uciążliwa, ale była po prostu inna. Jakbym wyczuwała budujące się między nami napięcie, jakąś dziwną więź, każącą nam się do siebie zbliżyć. Nieśmiało przeniosłam wzrok na Louisa i przegryzłam wargę dostrzegając każdy idealny detal. Jakim cudem wyglądał tak perekcyjnie? Mój oddech momentalnie przyspieszył, a serce zakołatało się w piersi, kiedy nasz spojrzenia się spotkały. Jego hipnotyzujące, niebieskie tęczówki pochłonęły mnie całkowicie, odbierając mi zdolność mowy czy ruszania się. On nie miał tego problemu. Powoli przysunął się bliżej, umieszczając lewą dłoń na mojej talii, a prawą kładąc mi na karku. Zaczął delikatnie masować oba miejsca, na co stado motyli pobudziło się znacząco w moim brzuchu. Wyciągnęłam drżące ręce, układając je na wyrzeźbionym torsie szatyna i ostrożnie zaczęłam badać jego klatkę piersiową i brzuch przez materiał koszulki. Moje palce przesuwały się po naprężonych mięśniach chłopaka, niezaspokojone ich dotykiem. Sam zainteresowany natomiast, przyciągnął mnie lewą ręką bliżej siebie, pchając moją talię. Byliśmy bardzo blisko siebie, a zapach jego perfum wypełnił moje nozdrza, powodując przyjemne dreszcze. Nasze oczy nawet na moment się od siebie nie oderwały. Odważyłam się przysunąć głowę bliżej niego, stając delikatnie na palcach, by zmniejszyć różnicę wzrostu. Nasze usta dzieliło ledwie kilka centymetrów, a nasze nosy otarły się o siebie, powodując falę przyjemności rozlewającą się w moim wnętrzu. Teraz oprócz sojego słyszałam też jego przyspieszony oddech i zdałam sobie sprawę, że to co mówiła Lottie może być prawdą, że na niego może to wszystko działać podobnie, jak na mnie. Po chwili oboje równocześnie wysunęlismy głowy bardziej do przodu, by nasze usta mogły się spotkać w pełnym rozkoszy oczekiwania pocałunku. Najpierw powoli i delikatnie, jakby bojąc sie reakcji, skosztowaliśmy swoich warg. Zaraz potem pocałunek pogłębił się, a nasze usta złączyły się pewniej, pieszcząc się nawzajem. Zaciskałam dłonie na koszulce chłopaka, a on podtrzymywał mnie w talii i stanowczym ruchem masował mój kark, dostarczając mi dodatkowej przyjemności. Moje doznania w tamtym momencie były tak silne i wyjątkowe, że nie sposób ich bylo określić zwykłymi słowami. Po prostu oszalałam. Jęknęłam przez pocałunek, a Louis wykorzystał to, rozchylając moje wargi, by nasze języki zaczęły się wzajemnie pieścić. To było coś więcej niż tylko pocałunek. To było okazywanie najgłębszych emocji, jakie siedziały w nas już od dawna. To było otwarcie się i dowód na to, że coś nas połączyło i że oboje chcemy siebie więcej, ze pragniemy się wzajemnie. Oderwaliśmy się od siebie, walcząc z ciężkimi oddechami.
- Nawet nie wiesz od jak dawna o tym marzyłam. - wyszeptałam cicho.
- To się dobrze składa, bo ja też. - odpowiedział podobnym tonem, a na obydwu naszych twarzach wymalował się szeroki uśmiech.
W ten sposób zostałam dziewczyną Louisa Tomlinsona. I wiedziałam, że pierwszym, co zrobię, po powrocie do domu, będzie otworzenie koperty zatytułowaną jeżeli się zakochałaś.


10 komentarzy:

  1. Cudowne ^.^ Fajnie, że autorka tak jakby "cofnęła" się w czasie i Kai oraz Louisa nie spotkały jeszcze te wszystkie przykre rzeczy związane z Ed'em. Jest to naprawdę świetnie i słowa "Masz talent" z pewnością się tutaj przydadzą ;)
    Ale muszę przyznać, że i tak bardzo interesuje mnie to, jak autorka tego bloga napisałaby tą drugą wersję :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowite! Nie dziwię się, że to opowiadanie wygrało! Gratulacje dla autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Exxttrraaa! A i zapraszam na mojego bloga http://czymoglobyclepiej.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  4. .... brak Mi słów. Coś pięknego! Asdasdasasd! :o Zgadzam się z Little Insecure. Nie dziwię się, że to opowiadanie wygrało. :-3

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie kolejny rozdział ;)
    Jeżeli jesteś ciekawa wchodź i zostaw komentarz ! ;*
    http://opowiadanie-o-one-direction-i-ja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Super zakończenie w wykonaniu , Louis i Kaja ,
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. świetne *.* pisz dalej. possible-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Zostałaś nominowana do Versatile Blogger Award , więcej na moim blogu http://one-direction-soml.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś genialna!!!! Nie znam lepszego bloga!!! Proszę pisz dalej!!!!



    W wolnych chwilach zapraszam do siebie

    http://ja-i-ty-na-wieki.blogspot.com/p/blog-page.html

    http://clerie-and-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. cool fajny jak chcesz to wpadaj do mnie http://onewya.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)