niedziela, 17 czerwca 2012

Rozdział 18 by MiseryAnne


      Jedyne co do tej pory pamiętam z opowieści Harrego to: i wtedy lekarz zapisał czas zgonu. Przeklęta dwudziesta trzecia dwadzieścia trzy. Słuchałam go. Słuchałam uważnie, jednak nie mogłam zrozumieć, co do mnie mówił. Mój mózg chyba wytworzył sobie blokadę chroniącą go przed przyjmowaniem kolejnych złych wieści.
      Siedzieliśmy w moim salonie już od jakiejś dobrej godziny. Popijaliśmy zimną herbatę, a Katie położyliśmy spać. Nagle moja ukochana siostrzyczka Patrycja pojawiła się w drzwiach salonu i gdy tylko zobaczyła Harrego głośno pisnęła. Zaczęła podskakiwać w miejscu. Chłopak tylko podniósł wzrok. Zobaczyłam w nich udawaną obojętność.
      - Mój boże, o mój boże! TO HARRY STYLES! - krzyknęła moja siostrzyczka.
      Chłopak wymusił uśmiech.
      - Pat to nie najlepsza… - zaczęłam, ale ona spojrzała na mnie jakby z podziwem.
      - Czyli naprawdę z tobą kręcił?... To WASZE dziecko śpi na górze?! No chyba nie jestem ciocią? Jestem na to za młoda! - zaczęła wyrzucać z siebie.
      - Patrycja, siedź chwilę cicho! - po raz pierwszy w życiu siostra mnie posłuchała - Ja i Harry, nie kręcimy ze sobą, a to jest dziecko…Jego kuzynki. Musiała wyjechać w interesach. - kłamałam jak z nut.
      Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem pełnym niedowierzania, ale już więcej się nie odezwała. Ruszyła przez salon i weszła do kuchni ograniczając naszą prywatność.
      - No to już chyba nie pogadamy - oznajmiłam z pewnego rodzaju… Ulgą.
      Nie chciałam już słuchać o tym, jak Loczek czuł się po stracie narzeczonej. Nie zrozumcie mnie źle, nie miałam nic do Laury, ale byłam… Sama nie wiem… Zazdrosna? Pokręciłam głową z niedowierzaniem. To idiotyczne… Chłopak o zielonych oczach nie odpowiedział, tylko złapał mnie za nadgarstek i pociągnął po schodach na górę. Otworzył pierwsze lepsze pomieszczenie i zamknął drzwi na klucz. Rozejrzałam się po pokoju.
      - Łazienka. Świetny wybór - stwierdziłam z sarkazmem.
      Wyglądał jakby zaraz miał się na mnie wydrzeć, ale zrobił coś, czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Ukrył twarz w dłoniach i zaczął płakać. Stałam tam w osłupieniu. Byłam przygotowana na wszystko, ale nie na to. Po prostu stałam jak kołek. Po chwili milczenia podeszłam sztywno do chłopaka i położyłam mu dłoń na ramieniu. Nie byłam najlepsza w pocieszaniu, ale musiałam spróbować… Prawda?
      - Harry, wiesz… Nic na to nie poradzisz… Możesz tylko zaopiekować się Katie jak najlepiej potrafisz… Laura by chciała, żebyś to zrobił… Kochała cię i kochała swoją córkę… Nie możesz jej zawieść…- jąkałam się. Ha! Ja naprawdę się jąkałam. Mało brakowało, a w najmniej odpowiednim momencie wybuchłabym śmiechem.- Wiesz… Kiedy ktoś umiera nie tęsknimy tylko za nim. Tęsknimy też za tą cząstką nas, którą ona zabrała ze sobą.
      Mogłabym przysiąc, że parsknął śmiechem. Co do cholery było takiego śmiesznego w tym co mówiłam?!
      - Ujęłaś to jak prawdziwa pisarka. - powiedział gorzko.
      Moja wściekłość znikła równie szybko jak się pojawiła. Uśmiechnęłam się słabo.
      - Wiesz, że musisz jechać zorganizować jej pogrzeb? No i urządzić pokój dla córki.
      Skrzywił się.
      - Znowu wracasz do trudnych tematów? Już o tym nie myślałem. - oznajmił z miną niezadowolonego dziecka.
      Co miałam zrobić? Wybuchłam śmiechem. Chłopak schodząc z trudnego dla niego tematu, ukazał cały rząd swoich białych zębów.
      - A niech cię szlag trafi, Styles. Wiesz, że musisz o tym pomyśleć. Nikt nie zrobi tego za ciebie - rzekłam ponownie wcielając się w rolę surowego rodzica.
      Chłopak przygryzł wargę i ciężko zwiesił głowę. Kiedy ponownie podniósł wzrok, w jego oczach widniały iskierki. O nie! Nie, Nie, Nie! Próbowałam wstać, ale chłopak zamknął mój nadgarstek w żelaznym uścisku, po czym przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta. Byłam pokonana… Pomyśleć, że po paru dniach spędzonych osobno nadal nie mogłam się temu oprzeć. Gdy tylko skończył mnie całować, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Korzystając z rozkojarzenia chłopaka wyrwałam rękę z uścisku i cofnęłam się o parę kroków. Włączyłam telefon i już po kilku sekundach usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
      - H-halo? - odebrałam.
      - Kaja! Harry jest u ciebie? Czemu? Kiedy? Jak?
      - LIAM! - niemal się wydarłam.
      Chłopak zamilkł.
      - Tak jest u mnie. Normalnie, samolotem przyleciał. O szczegóły pytaj jego. - mruknęłam i wyciągnęłam aparat w stronę zielonookiego.
      Ten patrząc na mnie krzywo odszedł od drzwi i wziął ode mnie słuchawkę.
      - Tak? - zaczął niechętnie.
      Nie słyszałam rozmowy. Jednym z powodów było zapewne to, że wybiegłam z pomieszczenia. Przysiadłam na brzegu mojego łóżka, gdzie spała mała Katie. Chwilę potem do pokoju ktoś wszedł. Kiedy się odwróciłam, ujrzałam Stylesa. Chłopak podał mi telefon, po czym usiadł na łóżku i spojrzał na córkę.
      - Biedne dziecko… Straciło matkę, a teraz jeszcze ojca…- westchnął.
      Spojrzałam na niego zdziwiona.
      - Przecież nie… - zaczęłam.
      - Daj spokój… Naprawdę wierzysz, że jestem jej ojcem?
      Zaskoczył mnie jego ton. Mówił z czymś w rodzaju żalu… Skarciłam siebie w myślach. Przecież to też człowiek, też coś czuje. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że patrzy na mnie wyczekująco. Dopiero po chwili się domyśliłam.
      - Wiesz, po pijaku robi się różne rzeczy, których się nawet nie pamięta. Jak próba gwałtu na nieznajomej. - oznajmiłam sarkastycznie.
      Możliwe, że trochę przesadziłam. Spojrzał na mnie zły.
      - Przepraszałem cię. Poza tym taką rzecz chyba bym pamiętał. Ja i Laura nigdy nie…- urwał.
      Czyżby się wstydził? Poczułam przemożną chęć wybuchnięcia śmiechem.
      - No… Raczej nie spytasz Katie, kto jest jej ojcem, więc nie masz innego wyboru, jak tylko się nim stać - wzruszyłam ramionami.
      Przygryzł wargę, a po chwili jego twarz rozświetliła się.
      - Harry, błagam. Weź się w garść. Dzieci to nie zabawki. Jeśli się nią nie zajmiesz to oddadzą ją do domu dziecka. Tego chcesz? Bo ja jestem pewna, że Laura nie chciała by tego! - wydarłam się na niego.
      Możliwe, że posunęłam się o jeden krok za daleko.
      - Nie znałaś jej - on również podniósł głos. - Słyszysz? Nie znałaś?
      - Tak, ale ona oddała życie za to dziecko! - syknęłam ze złością.
      To go zgasiło. Spojrzał na małą. Ja również skierowałam na nią wzrok i przygryzłam wargę. Nie spała. Leżała na łóżku i patrzyła na Harry’ego wielkimi, smutnymi ciemnoniebieskimi oczami.
      - Przecież kochasz Laurę. Poza tym nigdy nie widziałam cię tak dumnego i szczęśliwego, jak wtedy, kiedy dowiedziałeś się, że jesteś teraz ojcem Katie. Co się stało? - zdziwiłam się kładąc dłoń na jego ramieniu.
      Wzruszył ramionami.
      - Kiedy żyła… Wtedy miałem jeszcze jakieś oparcie… Mogłem podołać temu zadaniu… Żeby była ze mnie dumna… Teraz… Nie wiem… To wydaje się nie mieć żadnego sensu… Umarła i… Zostawiła mnie…- jąkał się.
      - Harry, dziecko nie istnieje po to, by ktoś mógł być z ciebie dumny, a życie nie ma żadnego sensu, ale trzeba przez to przebrnąć bez marudzenia… To jest życie. - wzruszyłam ramionami.
      - Życie to beznadzieja.- mruknął.
      Skinęłam głową i uśmiechnęłam się słabo.
      - Owszem, ale czy to coś zmienia?
      Po chwili namysłu pokręcił głową. Uniosłam kąciki ust i wyszłam z pokoju. Za drzwiami stała Patrycja i uśmiechała się jak opętana. Poczochrałam jej włosy, przez co wyszczerz szaleńca zniknął, a na jego miejscu pojawił się grymas. Burknęła coś pod nosem i zeszła na dół. Ja ruszyłam za nią. Usiadłam na kanapie i wcisnęłam słuchawki do uszu. Chwilę później odpłynęłam wsłuchana w głos Chrisa Martina.
      Obudziło mnie potrząsanie. Zła otworzyłam oczy i ujrzałam nad sobą Harry’ego. Usiadłam i poczułam łupiący ból w kręgosłupie. Przygładziłam włosy, które zapewne wyglądały jak nastroszone siano i zaspana spojrzałam na chłopaka.
      - Co jest do cholery? - warknęłam.
      Uczciwie ostrzegam, że w razie gdyby ktoś spróbował mnie obudzić w środku nocy, jak to zrobił szanowny pan Styles - gryzę.
      - Przemyślałem to o czym rozmawialiśmy. Zajmę się Katie. Zrobię to dla niej i dla Laury, zresztą już zdążyłem się do niej przywiązać – uśmiechnął się łagodnie i usiadł obok mnie.
      - To dobrze.
      - Jeśli możesz, zarezerwuj bilety na najbliższy lot do Londynu.

________________________________________________________________________
Zacznę od podziękowań dla wszystkich osób, które podesłały mi swoje rozdziały :) To był naprawdę ciężki wybór, bo dwie osoby szły dosłownie łeb w łeb w moim rankingu (przyznawałam punkty za dialogi, akcję, styl pisania i oczywiście za to, czy nie było błędów). MiseryAnne należą się wielkie gratulacje, bo odwaliła kawał dobrej roboty, ma świetny styl! Przede wszystkim urzekły mnie jej dialogi  i sposób w jaki przedstawiła załamanie Harrego :)
Zapraszam również na jej blogi:
http://1d-storyoflove.blogspot.com/
Dzisiaj w nocy przeczytałam wszystkie i z czystym sercem mogę polecić każdy z osobna :)
Jeszcze raz gratulacje i powodzenia w dalszym pisaniu :)


PS rozdział 21 dzisiaj lub jutro :)

5 komentarzy:

  1. Powiem tyle SZACUN MiseryAnne. Rozdział zawalisty. Czego wy macie taki talent ja się pytam?! Strasznie mi szkoda Harrego. Jestem ciekawa cze Katie zostanie z Hazzą na zawsze. :D
    ~Darka..;p
    P.S. Sory że komentarz taki krótki ale nie miałam co napisać.

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ładnie to napisała i wymyśliła ;)
    gratulacje ;))

    zapraszam do mnie http://fefa-opowiadaniaoonedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Super MiseryAnne

    OdpowiedzUsuń
  4. ma bardzo poobny styl pisania do ciebie.. świetne..

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to czytalam to nie odczuwalam zadnej roznicy pomiedzy wami

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)